Czy zwierzęta potrzebują nowego Jezusa? – dodatkowy komentarz

gzyra.netDziennik Opinii opublikował piąty już mój tekst, zatytułowany „Czy zwierzęta potrzebują nowego Jezusa?”. Bardzo się cieszę, że wzniecił dyskusję, podobnie jak cieszę się, że tak wiele osób zechciało klepnąć mnie z aprobatą po ramieniu klikając facebookowy przycisk „Lubię to!”. Bardzo dziękuję. Postaram się w kolejnych wpisach odpowiedzieć na kilka komentarzy, które pojawiły się pod tekstem. Zachęcam do dalszych dyskusji.

Wyróżnienie świnki lub innego ssaka jest bardzo wygodne psychologicznie – łatwiej nam współodczuwać ze zwierzęciem nie oddalonym od nas zbytnio ewolucyjnie.

Autor tego komentarza zarzucił Znakowi i mnie, że wybierając świnię (rzeczywiście raczej świnkę niż świnię, bo na okładce Znaku jest małe prosię i o nim pisałem w tekście) jako obiekt empatii i ilustrację rozważań o naszym stosunku do zwierząt, idziemy na łatwiznę. Zarzut jest niesłuszny. To zwierzę jest idealną ilustracją problemu. Ma bardzo niski status w naszej kulturze, pomimo, że jest wysokorozwiniętym kręgowcem z pewnością zdolnym do odczuwania i świadomym swojego dobrostanu. Jeśli chodzi o zdolności umysłowe porównywane jest z psem. Pomimo, że teoretycznie większość powinna empatyzować z nim tak jak z psami, nic takiego się nie dzieje. Powodem jest nieznajomość tych zwierząt i ich oddalenie od konsumentów, o którym wspominałem w tekście powołując się na pojęcie nieobecnego punktu odniesienia (absent referent) Carol J. Adams. Widzimy raczej kulturowo skonstruowany dla naszych potrzeb obraz świni, a nie nią samą. Nie jest łatwo empatyzować ze świnią i ją jeść.

Podobnie jak w wielu innych przypadkach, obraz obiektu, którego określamy jako wroga lub który jest naszą ofiarą, podkreśla jego negatywne cechy lub wręcz je bezpodstawnie tworzy. Świnia niesłusznie kojarzona jest np. z brudem i zachłannością, a jej nazwa w języku polskim jest obelgą. To z pewnością jest przejaw dążenia do wygody eksploatacji. Taki zabieg ludzie stosują oczywiście nie tylko wobec innych zwierząt, ale także wobec innych ludzi. Ciekawą analizę języka, który degraduje, a którym ludzie określają swoich wrogów, a więc potencjalne ofiary, można znaleźć np. w książce Charlesa Pattersona „Wieczna Treblinka”. Książka mówi o podobieństwach współczesnego traktowania zwierząt pozaludzkich i ludzi, którzy uznani zostali za dostatecznie innych, żeby podlegać metodycznej eksterminacji i wykorzystaniu.

Ten komentarz wskazuje jednak na pewną tendencję myślenia etycznego, która rzeczywiście jest – mniej lub bardziej słusznie – krytykowana. Dwa ciekawe przykłady to krytyka tzw. similar-minds theory, zawarta między innymi w książce Gary’ego L. Francione „Animals as Persons” i krytyka tzw. nowego szowinizmu gatunkowego, którą przeprowadziła Joan Dunayer w książce „Speciesism”. Nie wchodząc w skądinąd fascynujące szczegóły, można powiedzieć, że jest to krytyka opierania statusu moralnego o podobieństwo do nas samych – ludzi. Francione krytykuje m.in. The Great Ape Project, inicjatywę mającą na celu uchwalenie przez ONZ deklaracji praw małp człowiekowatych (chodzi o normę prawną dotyczącą trzech podstawowych praw: do życia, wolności oraz wolności od tortur). Szerzej – sprzeciwia się przyjmowaniu ostrzejszych kryteriów przyznawania statusu moralnego niż zdolność do odczuwania (sentience). Dunayer z kolei twierdzi, że nawet postawa Francione (jak również choćby Toma Regana) noszą znamiona szowinizmu gatunkowego. W jednym z wywiadów mówi:

New-speciesists favour rights for only some nonhumans, those who seem most human-like. Believing that most humans are superior to all nonhumans, new-speciesists see animalkind as a hierarchy with humans at the top. Typically they regard chimpanzees, dolphins, and other select nonhuman mammals as more important than other nonhumans. They also rank mammals above birds; birds above reptiles, amphibians, and fishes; and vertebrates above invertebrates.

Autor wspomnianego komentarza pisze dalej (pisownia oryginalna): „skoro świnka, to czemu również nie karaluch, roztocza, tasiemce, wszy i helicobacter pyroli?”. Podobne pytania są jednymi z częściej zadawanych i zapewne kolejnym zadającym wydaje się, że postawili je po raz pierwszy. Nie jest to jednak, wbrew pozorom, głupie pytanie. Dotyczy zakresu kręgu moralnego: kto ma mieć prawa, czyje interesy mają być chronione, czy – jak chciałyby ekofeministki – wobec kogo/czego da się odczuwać troskę, żeby nie zostać uznanym za szaloną.

Ograniczając się do dwóch teorii etycznych: deontologicznej teorii praw zwierząt (Regan, Francione) i Singerowskiego utylitaryzmu, można powiedzieć, że status moralny jest pochodną określonych cech organizmu. W żadnej z tych teorii ani owady, ani pajęczaki, ani tasiemce, ani bakterie, nie mają statusu moralnego – nie mówi się o ich prawach i interesach. Nie są zdaniem tych etyków zdolne do odczuwania, co wydaje się być zgodne z ustaleniami współczesnej biologii (Dunayer twierdzi inaczej).

Przy okazji: pytanie odwołuje się do sensownej i podstawowej zasady „traktować podobne podobnie”. O tyle mylnie w tym przypadku, że przyrównuje zasadniczo odmienne organizmy do zwierzęcia, o którym bez wątpienia wiemy, że spełnia wymagające kryteria przyznawania statusu moralnego. Zdecydowanie bardziej rozsądnie byłoby na tej zasadzie porzucić jedzenie świń, jeśli nie je się mięsa ludzi. Innymi słowy: szacunek wobec świni i uznanie/przyznanie (w zależności od teorii) jej praw lub uznanie jej interesów jest nieźle uzasadnione, jeśli szanuje się prawa/interesy innych ludzi i postępuje zgodnie z zasadą traktowania podobnego podobnie. Jeszcze inaczej: bliżej nam do świń niż świniom do roztoczy.

Warto jest też rozróżnić kwestię współodczuwania i zasad sprawiedliwości. To pierwsze jest kapryśne, subiektywne i niekontrolowalne. To drugie stara się być bezstronne. Trudno ustalić regułę komu należy współczuć (podobnie jak kogo należy kochać) i przekonać innych, żeby rzeczywiście coś takiego odczuwali. Z wielu powodów mogą nie czuć współczucia lub różnicować je wedle przeróżnych kryteriów, również wzajemnie sprzecznych. Zasada sprawiedliwości (upraszczając) stara się okiełznać emocjonalną chybotliwość ludzi, co oczywiście nie oznacza, że system etyczny, który się do niej odwołuje, automatycznie ruguje kwestię emocji.

Zdolność do współczucia może nam też płatać figle. Jesteśmy narażeni na współczucie symulacjom lub daleko posuniętą antropomorfizację, gdy łamie nam się serce na widok zwiędniętego kwiatu w wazonie, który opuścił z rezygnacją głowę. Dlatego też, oprócz tego co nam się na pierwszy rzut oka wydaje lub o czym przekonani jesteśmy przyjmując bezrefleksyjnie opinię większości, należy badać rzeczywiste cechy organizmów wedle możliwie najlepszej metodyki.

Ciekawym przypadkiem są ryby, zwierzęta na tyle odmienne od nas, że będące trudnym obiektem współodczuwania. Żyją w odmiennym środowisku, są niemal pozbawione mimiki przypominającej ludzką i nie porozumiewają się w sposób, który dobrze rozumiemy. Bada się jednak ich zdolność do odczuwania bólu i stresu (czasem niestety w sposób inwazyjny) analizując fizjologię i zachowania. Coraz większa ilość badań potwierdza, że są zdolne do odczuwania, a obie teorie praw zwierząt, o których wspominałem, podobnie jak utylitaryzm Singera, godzą się na przyznanie im statusu moralnego.

Jest dosyć powszechne, że ludzie stopniują współczucie i nie ma nic zaskakującego w fakcie, że łatwiej jest im wniknąć w stan psychiczny tych, którzy są podobni do nich samych. Dzięki temu, że sami jesteśmy zdolni do odczuwania i wartościujemy własne stany, mamy możliwość odgadnięcia położenia innych. W tym sensie nawet nasze cierpienie jest błogosławieństwem, ponieważ dzięki niemu rozumiemy i czujemy czym może być dla innych. Nie ma nic złego w tym, że działa zasada podobieństwa i wychodzimy w kierunku od siebie ku innym. Rzecz w tym, żeby pamiętać, że oprócz tych podpowiedzi, które możemy wysnuć z zasady konwergencji ewolucyjnej i komparatystyki wszelkich dziedzin, jest obszar wymagający szczególnej czujności – ten, na którym łatwo jest przegapić cierpienie lub ból, ponieważ nie są wystarczająco analogiczne do naszych.

Znów przywołując ryby – ich organizmy uwalniają w reakcji na stres kortyzol, podobnie jak organizmy ssaków. Ich skóra posiada nocyceptory (receptory bólu). To znamienne podobieństwo do nas samych. Jednak ich mózg zbudowany jest inaczej niż nasz – nie ma neokorteksu, w uproszczeniu odpowiedzialnego za myślenie, planowanie. It looks naked, jak mówią niektórzy. Victoria Braithwaite, badaczka ryb i autorka książki „Do Fish Feel Pain”, pisze jednak:

Wydaje się, że ryby posiadają wyspecjalizowane obszary w przodomózgowiu, które działają bardzo podobnie do naszego układu limbicznego – np. mają wpływ na uczenie się o procesach mających emocjonalne podstawy, jak strach

Innymi słowy: poważna różnica w budowie mózgu ryb, nieobecność analogicznych do ludzkich struktur związanych z odczuwaniem emocji i zdolnością do odczuwania (sentience) nie przesądza o tym, że ryby są kartezjańskimi automatami. Nauka to coś więcej niż szukanie prostych analogii, a jej wnioski mogą korygować nasze „pierwsze wrażenia” i intuicje.

Wracając do komentarzy:

autor artykułu nazywa taką postawę [stopniowania współczucia] „szowinizmem gatunkowym”, bo nieuchronnie prowadzi to do współczucia proporcjonalnego do stopnia złożoności ośrodkowego układu nerwowego (…) czyli współczucia propocjonalnego do bliskości ewolucyjnej.

Szowinizm gatunkowy, pojęcie utworzone przez psychologa Richarda Rydera już w roku 1970, mówi o czymś innym. Podobnie jak rasizm czy seksizm jest uprzedzeniem opartym o nieistotne moralnie różnice. Oznacza szeroko rozpowszechnione przekonanie o wyższości gatunku Homo sapiens nad wszystkimi pozostałymi, z którego mają wynikać szczególne prawa i przywileje ludzi, odmawiane zwierzętom pozaludzkim. Odnosi się także do określenia przekonania, że wystarczającym usprawiedliwieniem takiego podejścia do reszty zwierząt i wynikających z niego zachowań (pełnych uprzedzeń i dyskryminujących) jest przynależność gatunkowa jako taka.

Receptą na szowinizm gatunkowy jest zwracanie uwagi na moralnie znaczące cechy organizmów, a nie automatyzm porządkowania świata moralnego wedle sztywnych i nieadekwatnych kryteriów taksonomicznych.

Przydatne linki: