Ciało niewątpliwe, ciało w trybie echa, ciało na analgetykach

Ciało jest fragmentem. Własne jest jedynym fragmentem, którego na pewno nie można zawłaszczyć, bo nie można się go zrzec. Oddalenie pretensji do ciała jest śmiertelne. Nie jest najważniejsze co to znaczy, że ciało jest. Naprawdę liczy się tylko to, że jest. Nawet, jeśli jest złudzeniem, to rzeczywistym. Ból prawdziwy czy złudny, wszystko jedno, doświadczany zawsze jest niewątpliwy. Ciało, obręb (lepiej: centrum) samopoczucia, w którym rodzi się unikalny wymiar interakcji części składowych i wyodrębnionego fragmentu z resztą. Somatyczne jest wykrywaczem specjalnego pasma świata. Ciało jest strukturą, której niesamodzielność uprawdopodobnia nie tylko samą siebie, ale i to, co ją dopełnia. Niesamodzielność zakłada fragmentaryczność, a więc i całość, do której fragment należy. Zastanawiające jest, że ból jest instancją, którą czuje się jako weryfikację ciała, jednocześnie jest tym uczuciem, które nie potrzebuje odniesień do czegoś poza nim samym. Jakkolwiek może być kojarzony z określonym bodźcem, gdy zaistnienie, staje się samowystarczalnym centrum. W książce The Body in Pain – The Making and Unmaking of the World Elaine Scarry pisze:

Contemporary philosophers have habituated us to the recognition that our interior states of consciousness are regularly accompanied by objects in the external world, that we do not simply „have feelings” but have feelings for somebody or something, that love is love of x, fear is fear of y, ambivalence is ambivalence about z. If one were to move through all the emotional, perceptual, and somatic states that take an object—hatred for, seeing of, being hungry for—the list would become a very long one and, though it would alternate between states we are thankful for and those we dislike, it would be throughout its entirety a consistent affirmation of the human being’s capacity to move out beyond the boundaries of his or her own body into the external, sharable world. This list and its implicit affirmation would, however, be suddenly interrupted when, moving through the human interior, one at last reached physical pain, for physical pain—unlike any other state of consciousness—has no referential content. It is not of or for anything.

Od kiedy poczuje się ciało i podda się je refleksji (tu: perwersyjnie w trybie bezosobowym), nie ma już odwrotu, staje się ono nieusuwalnym pryzmatem, przy który doświadcza się siebie i pozostały świat. Nie chodzi mi o przymus korzystania z wyposażenia zmysłów i brak kontroli w wyborze siebie, chociaż ten fakt również jest przytłaczający. Chodzi o podstawową siatkę pojęciową i formę percepcji reszty – z naszego ciała, dzięki ciału, poprzez ciało. Własne ciało rodzi analogie w świecie. Robimy świat z siebie, ale nie mamy możliwości tego uniknąć. Ciało jest więc ostatecznie obowiązującą normą, zakresem możliwości doświadczenia i zrozumienia, również siebie samego. Fragmentem domniemanej większej puli doświadczenia i zrozumienia, którą w niewiadomym stopniu tworzą ciała przeszłe i przyszłe, tandemy i kolektywy teraz żyjących ciał w niezliczonej ilości i konfiguracji oraz ciała, których zaledwie się domyślamy, które postulujemy patrząc na to, co odległe i przez to obiecujące, na resztę jako wszech-świat, który – to wystarcza, żeby brać pod uwagę ten potencjał – nie wyklucza ciał spoza ziemskiego rezerwuaru genotypów.

Coetzee mówi w jednym z wywiadów, że ciało jest normą jego pisarstwa fabularnego. Zastanowiło mnie, że kilkukrotnie w tekstach z książki „Punkty nawigacyjne” asekuruje się, że nie jest filozofem: „taka prymitywność może ujść w literaturze, ale z pewnością już nie w filozofii”.

Niezależnie od tego, czym jest, ciało nie jest „tym, czego nie ma”, a dowodem na to, że jest, jest odczuwany przez nie ból. Ciało z jego bólem staje naprzeciw wszelkich prób wątpienia.

Co jest prymitywne? Pewność bólu, a raczej przekonanie o jego pewności, następstwo bólu, świadectwo. Moment, kiedy wchodzi się w strefę echa bólu, we wtórne i zdolne (znów) do refleksji. Czy Coetzee boi się, że przegapił jakąś prawdę solipsyzmu, prawdę ciała poddanego błądzącej interpretacji? Jest pisarzem, a więc funkcjonuje w sferze po-widoków, na pewno również w sferze po-czucia, w momentach uprzywilejowanych możliwością wątpienia. Z filozofią łączyć go może jednak zaledwie fakt, że środowiskiem refleksji, jakakolwiek by była, jest stan bezbolesny, wolny od bólu. Pisarstwo i filozofia są zajęciami uprzywilejowanych, jeśli ktoś opowiada o bólu lub w niego wątpi, znaczy, że dostał od bólu pozwolenie. Oczywistość jest przekleństwem dla kogoś, kto szuka walorów w echu, interpretacji, w wyborze. Inna rzecz, to czy w trybie echa można skutecznie podważyć źródło dźwięku? Czy ból skutkujący refleksją jest podważalny?

Mówi się o przejmującym bólu, redukującym nas do bólu, degradującym wielowymiarowość świata, ustanawiającym niepodważalną hierarchię i priorytet. Ból znosi nawet egocentryzm, a język degraduje do jęku. Czy można w tym widzieć sublimację?

Physical pain does not simply resist language but actively destroys it, bringing about an immediate reversion to a state anterior to language, to the sounds and cries a human being makes before language is learned.

Ból daje pewność siebie, ale wydaje się, że to nie wystarcza, żeby zrozumieć świat, nawet tylko po ludzku i tylko teraz. Ciekawe, że mając jednostkową pewność uciekamy się do wiedzy opartej o to, co intersubiektywne. Suma jednostkowych pewności siebie nie ma nawet części pewności składowych, jednak to właśnie tę niepewność uważamy za wiarygodną.

[W]hen one speaks about „one’s own physical pain” and about „another person’s physical pain,” one might almost appear to be speaking about two wholly distinct orders of events. For the person whose pain it is, it is „effortlessly” grasped (that is, even with the most heroic effort it cannot not be grasped); while for the person outside the sufferer’s body, what is „effortless” is not grasping it (it is easy to remain wholly unaware of its existence; even with effort, one may remain in doubt about its existence or may retain the astonishing freedom of denying its existence; and, finally, if with the best effort of sustained attention one successfully apprehends it, the aversiveness of the „it” one apprehends will only be a shadowy fraction of the actual „it”). So, for the person in pain, so incontestably and unnegotiably present is it that „having pain” may come to be thought of as the most vibrant example of what it is to „have certainty,” while for the other person it is so elusive that „hearing about pain” may exist as the primary model of what it is „to have doubt.” Thus pain comes unsharably into our midst as at once that which cannot be denied and that which cannot be confirmed. Whatever pain achieves, it achieves in part through its unsharability, and it ensures this unsharability through its resistance to language.

Rzeczywistość miewa moc analgetyczną, a spośród zdolnego do odczuwania bólu żyje to, co dostatecznie często bywa mu niepodległe. Świat pogrążony w permanentnym bólu byłby światem mrowia centrów niewychodzących poza własny horyzont zdarzeń, skupionych już nie tyle na sobie, co na bólu. Pozostałby na poziomie nieprzekazywalnego uczucia, wobec obojętności innych zajętych własnym przytłaczającym czuciem. Byłby to świat bólu zatomizowanego i koniec świata zdolnego do odczuwania, bo to, co twórcze i płodne zostałoby śmiertelnie zdominowane tym, co niewątpliwe.